• Wpisów: 184
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis: 75 dni temu, 15:13
  • Licznik odwiedzin: 17 409 / 1047 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
bluszcz
 
wiosennie, cieplo i przede wszystkim slonecznie.... 20 marca bedzie zrownanie dnia i nocy i w koncu zaczniemy zmierzac do dnia polarnego!!!!

stalam sie oficjalnym czlonkiem M-owskiej rodziny, choc jeszcze zadnych zareczyn nie bylo, ale ktoz to moze wiedziec coz sie dzieje w glowie Mojego nieprzewidywalnego mezczyzny...
od M-owskiej mamy dostalam naszyjnik z okazji zblizajacych sie urodzin i stania sie wlasnie czlonikiem rodziny a od M-owskiej siostry wyprawke dla dziecka, ktorego na razie nie planujemy...
dziwne rzeczy sie tu wedlug mnie dzieja...

wiosennie przechodze metamorfoze... zauroczyl mnie STEAMPUNK... ubrania, bizuteria, wszelkiego typu akcesoria... zamierzam zatem wprowadzic na te norweska pipidowke troche powiewu swierzosci... a ze M lubi wynagradzac mi czas spedzony w osamotnieniu, kiedy to z cierpliwoscia i wierniscia Penelopy oczekuje Jego powrotu, mam szanse stac sie steampunk girl really soon :)
  • awatar Vernea: Ehh... steampunk... Piękny, też mi się strasznie podoba... Te wszystkie blogi sprawiają, że coraz bardziej chciałabym pojechać do Norwegii.
  • awatar BLUSZCZ: @Vernea: naprawde warto :) pomimo tego, ze zima jest trudnym okresem ze wzgledu na brak swiatla a jesienia ciagle pada, uwazam ze wiosna i lato wynagradzaja trudy :P ;) jesli masz mozliwosc i nic Cie w Polsce nie trzyma zastanow sie nad Norwegia... np. jako au-pair, to mysle nie jest tak duzym ryzykiem... pozdrawiam :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

bluszcz
 
w tym roku nie zrobilam zadnych new year's resolutions... z M stwierdzilismy, ze wystarczy, ze jestesmy razem... niemniej Nowy Rok przywitalismy hucznie i tlumnie na mojej pierwszej, duzej, norweskiej imprezie w naszym domu... cale szczescie nikt niczego nie uszkodzil i nie zapaskudzil, choc bylam pelna podziwu dla ilosci sporzytego alkoholu, jak i czasu trwania imprezy, czyli 9 rano...

jestesmy ze soba ponad rok i co najistotniejsze przestalismy sie bac, ze cos moze sie nie udac... czar jest, magia jest, jak i wielkie zauroczenie...
i czasem nawet chcialabym moc spojrzec na Nas, na M jako osoba postronna, stanac z boku i ocenic Nasz zwiazek rozumem a nie sercem, ale nie potrafie...  milosc faktycznie jest slepa... patrze na M i za kazdym razem widze swoj ideal, choc wiem, ze nie ma ludzi idealnych... niemniej ciezko mi dostrzec jakiekolwiek wady... uwazam za urocze Jego wszelkie niedoskonalosci a przede wszystkim to, ze M w pelni akceptuje moje...

z Nowym Rokiem zwawym krokiem...
2-5 luty Dublin here I come
5 - 14 luty Polandia welcome back
14 luty powrot, czyli home sweet home... mam nadzieje, ze M bedzie juz wtedy w domu i mnie osobiscie przywita :)

i wierze w przeznaczenie... wiem, ze to ono przywiodlo mnie wlasnie tu na daleka, norweska polnoc...
w sumie to mamy jedno postanowienie, mianowicie, ze przyszly rok przywitamy zapalajac tradycyjny chinski lampion z intencja: "and they lived happily ever after" :)

Wszystkigo najlepszego i Wam zycze... :)
  • awatar TaniecNocy...: Ciesz e sie ze wszystko sie uklada a co do przeznaczenia kiedys myslalam ze istnieje teraz i ja w nie wierze ;) Sciskam Kochana :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

bluszcz
 
jak tu uciec od glupich lecz nekajacych mysli...
moje panstwo dunskie ostatnimi czasy kuleje... moze wkrada sie zimowa depresja, niemniej w mojej glowie toczy sie niesamowita burza... a do tego wszystkiego zewszad slysze jaka to jestem odwazna, ze inni to by sie nie podjeli zwiazku z obcokrajowcem i do tego ktorego wiecej nie ma niz jest... jak ja daje rade, jak to bedzie i sama zaczynam sie nad tym zastanawiac...

ile jestem w stanie byc sama i czekac... mam wrazenie, ze wiekszasc czasu czekam az wroci, a kiedy to nastepuje to nawet nie zauwazam... wspolny czas jest jak mgnienie oka, a czas samotny slimaczy sie nieublaganie... i godze sie na wszelkie odalenia terminu powrotu, ze spokojem przyjmuje wczesniejsze daty wyjazdu... i staram sie jak moge byc ostoja, do ktorej zawsze chce mu sie wracac, byc ponad wszelkie przeciwnosci losu, na ktore nie mamy wplywu... ale ostatnio wylacznie ogarnia mnie smutek i tesknota... przyjezdza to chodze za Nim z kata w kat... wszedzie, nawet do toalety, a jak odjezdza to patrze na Niego i potok lez splywa mi po policzkach, zoladek zaciska mi sie w supel... i uswiadamiam sobie, ze moze to sie nigdy nie zmieni... nigdy nie bedziemy 100% razem a tak ciezko mi uzbroic sie w pancerz zobojetnienia... i niesamowita ilosc watpliwosci i mysli ogarnia moj umysl w niesamowicie krotkim czasie i cala pewnosc, co do Naszej wspolnej wyjatkowosci, dopasowania i zycia w spelnieniu juz na zawsze, wszystko to topnieje... i sytuacja staje sie patowa, bo perspektywa zakonczenia znajomosci,  powrotu do Polski i zycia bez Niego przyprawia mnie o rownie duze mdlosci...
potem dzwoni, rozmawiamy i mowie Mu o wszystkim, co mnie trapi, zrzucam caly ciezar i zalewa mnie fala spokoju, gdy twierdzi, ze Jego barki sa ze stali i moge mowic i mowic a On mnie wyslucha... a potem rozlaczamy sie i siedze sama otoczona cisza i ciemnoscia nieuchronnie zblizajacej sie nocy polarnej... i znowu zaczynam czekac az wroci, odliczac i czuc sie samotna...

art by xueguo yang
  • awatar TaniecNocy...: Przytulam kochana i choc troche ciepla wysylam zeby nie bylo az tak smutno i samotnie sciskam :*
  • awatar S.B.B.: Rozumiem, ze jest Ci ciężko :) Najpierw pomyślałam, że nie dałabym tak rady. Ale wiesz, jeśli się bardzo kogoś kocha, uwielbia i szaleje za kimś to nawet i to można znieść :)
  • awatar KALIPSO: moja przygoda znowu ze szwecją zakonczyła się powrotem do polski...nie będe całej histori opsywać ,ale jestem szczęśliwa że wróćiłam do rodzinnego domu. pozdrawiam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

bluszcz
 
M wraca jutro... i znowu jestem podekscytowana, nie moge spac ani znalezc sobie miejsca... hmm i ponownie mam wrazenie, ze wiez miedzy Nami sie zaciesnila, choc wydawalo mi sie, ze blizej juz byc nie mozna, jednak stosunek M jest doslownie powalajacy... byl w domu na jeden dzien we wtorek... wszedl i nie wiedzialam, co mam zrobic, bo emocje doslownie mnie rozrywaly... wpatrywal sie we mnie z taka intensywnoscia, a ja chcialam sie rzucic i przytulic jak i uciec, plakac i sie smiac, kochac sie jak i Go uderzyc...  
kiedy zakochalam sie pierwszy raz fascynowal mnie fakt, ze czlowiekowi moze towarzyszyc jednoczesnie tyle emocji... a z M do tej pory wydawao mi, ze moze za spokojni jestemy, ze nie mam zadnych hustawek nastroju tylko bloga sielanka bez upadkow... ale lawa wrzaca goraca bierze sie rowniez z maksymalnego przywiazania, oddania i tesknoty... i znowu mam to w sobie... jestem cala wrecz naelektryzowana... i widze, ze z Nim dzieje sie to samo...
czy mozna kochac za bardzo?

art by eireen
  • awatar S.B.B.: Ja kocham za bardzo :) więc chyba można...
  • awatar Coobus: całkowicie opleciona... sama odpowiadasz na swoje pytanie. wydoroślałaś, wysubtelniałaś, wypiękniałaś... taką Cię dziś widzę
  • awatar Shont: cudownie się to czyta i cieszę się ogromnie, że znalazłaś swoje miejsce :) Trzymam kciuki za Was i życzę Wam szczęścia z całegooo serca! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

bluszcz
 
tydzien zajmuje mi przyzwyczajenie sie do spania w samotnym, zimnym lozku, bez M... kazdego wieczora czekam niecierpliwie az zadzwoni i syce sie kazdym slowem i dopiero po odlozeniu telefonu moge polozyc sie spac... spie na Jego poduszce, okryta jego koldra, nigdy nie uzywam swojej polowy... otulam sie Jego obecnoscia... spie w Jego koszulce... wchlaniam Jego zapach...

po tygodniu spie juz w miare spokojnie, w kazdym razie na tyle, ze nie budze sie w nocy...
jednak po tygodniu odzywa sie we mnie tesknota... i z kazym kolejnym dniem wola glosniej... po dwoch tygodniach tesknie juz za bardzo... dom staje sie nad wyraz pusty... ja jestem nad wyraz osamotniona... niemniej za kazdym razem kiedy o Nim pomysle, o tych wszystkich wspolnych wieczorach... o tym, ze On gdzies tam jest i tez o mnie mysli... ze teskni...
wszystko ma cene w zyciu i wiaze sie z wyrzeczeniami... moja jest wlasnie taka... czekanie...

art by tatiana suarez...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

bluszcz
 
intuicja, pzreznaczenie, karma, jednym slowem czynnik, ktory wplywa na nasze decyzje... caly czas mnie zastanawia, na ile mamy wplyw na nasz los a na ile jestesmy po prostu stawiani przed faktem dokonanym...

juz nawet nie pamietam, jak to sie zaczela, ale obudzilam sie pewnego dnia z przeswiadczeniem, ze chcialabym wyjechac do Norwegii... i z kazdym kolejnym rokiem czulam coraz wieksze parcie... i nie znalam tu nikogo, nigdy tu nie bylam i nie umialam powiedziec, czemu wlasnie tu a nie gdzie indziej, czemu nie Polska, nie Wielka Brytania, ktore znalam, zaden z nich nie wywolywal we mnie tylu pozytywnych emocji...
i mialam sporo mozliwosci, zeby zupelnie inaczej potoczyly sie moje losy, jednak sie wzbranialam i upieralam, ze musze sie najpierw przekonac, co w Norwegii piszczy...
i tak jestem tu od ponad roku a od pol mieszkam z M... pierwsze wrazenie niezbyt pozytywne, bo byl strasznie natarczywy, jednak po wtronej analizie, w swiateczny poranek, wsunelam moja dlon w jego i tak to sie zaczelo... i od tamtej pory juz nie czuje, ze chce gdzies jechac... ze musze odnalezc swoje miejsce... to co wczesniej nie dawalo mi spokoju zwyczajnie odeszlo...
i kto mi wyjasni, co to jest... bo jednak wierze, ze mialam wplyw na moje przeznaczenie, swoim uporem dotaralm tu rezygnujac z tego, co dawane bylo mi po drodze... jendak gdyby nie to wewnetrzne przeczucie, na ktore wplywu nie mialam, nie dazylabym tak uparcie...

art by LARKIN...
  • awatar Bafka: Sluchajac owej intuicji, przeczucia idziemy najkrotsza droga do naszego szczescia. Nasza madrosc w nas wie co nam potrzeba i co dla nas jest najlepsze, dlatego dobrze jest ja czasem posluchac. Zaden rozum nie ma takiego wgladu jak wlasnie intuicja. Ja swojej slucham zawsze. Obrazki ktore wkleilas przywodza mi na mysl reptalianow czy jak oni tam sie zwa. W kazdym razie nizbyt mile towarzystwo.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

bluszcz
 
w norweskim landzie, na polnocy od miesiaca nieprzerwanie trwa pora deszczowa, ale w przeciwienstwie do roku poprzedniego, nie wplywa to negatywnie na moje nastawienie...
oczywiscie wiem, skad ta zmiana, mianowicie stad, ze juz nie w czyims lecz w Naszym domu trwa nieprzerwanie pora kwitnienia... i juz sie nie boje, ze mozemy nie byc razem... od teraz stawiam cegielki na naszej wspolnej drodze do przyszlosci...

nie wiem, co jest najwazniejsze, ale posiadanie kogos, kto na wskros Cie odczytuje, rozumie i ufa, rekompensuje wszelkie niedociagniecia w zyciu... i zastanawiam sie, jak to mozliwe, ze jedna osoba potrafi wydobyc ze mnie tyle dobroci i opanowania... potarfi wlac we mnie tyle optymizmu i spokoju... a wszelkie niedoskonalosci depcze niczym mrowki i  tym sprawia, ze ja staje sie wrecz idealna.... w tych jedynych oczach jestem perfekcyjna, nawet kiedy sie potykam...

zatem kwitne sobie pozna jesienia...

briscott....
  • awatar Justine145: śliczne rysunki ;)
  • awatar cieplutka: barwy cieple baryw zimne tu widze przewage barw cieplych..tajemniczy i spokojny nastroj niezle pozdrawiam bluszcz,,;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

bluszcz
 
chyba zaczynam przyzwyczajac sie do czekania... i czekam az wroci... ostatnio tyle sie dzieje, ze niewiele czasu mam dla siebie, zatem czekanie mija naprawde szybko... jedyne czego nie lubie, to samotnych nocy i to z tak blahego powodu, jakim jest strach... boje sie tych pustych scian, ciemnego przedpokoju i duzych, przejrzystych okien, ciszy i skrzypienia, jakie wydaja drewniane sciany i dach...
niemniej powroty sa super... za kazdym razem przygotowuje cos specjalengo... jakas drobna niespodziane i niemal za kazdym razem musze bardzo dlugo czekac, bo okazuje sie, ze przyjedzie pozniej... nie martwie sie tym jednak, bo wiem, ze wraca...
moze miala racje osoba, ktora powiedziala mi, ze jest tak dobrze miedzy nami, wlasnie przez te rozlaki... bo on czesto wyplywa... i wtedy cieszyc chcesz sie kazda chwila...
mysle jednak, ze to pozwala bardziej na docenianie nawet drobnych chwil... i wcale nie dlatego, ze mi zalezy, zeby bylo milo, ale wlasnie dlatego, ze sa mile...
i nadal lubie wszelkie domowe czynnosci a w drodze powortnej z pracy lubie zastanawiac sie, co zrobie na obiad...  i w soboty zawsze budzi sie we mnie zew do odkurzania, pieczenia chleba, malowania domu, prania...

jeden moment byl, taki trudny do zdefiniowania... taki, ktorego miec bym nie chiala... przez krotka chwile bylo miedzy nami cos, co odebralam jaka bariere... sama nie wiem, ale wiem, ze tak bardzo poczulam sie nieswojo, kiedy zdalam sobie sparwe, ze czasem, choc bardzo rzadko, moga pojawic sie sytaucje, ktore wyklucza nas z miana zwiazku idealnego... bo idealny to taki w ktorym nigdy, ale to absolutnie nigdy nic nie zakloca spokoju partnerow... nie wiem, czy sa takie zwiazki... boje sie takich sytuacji, bo przeraza mnie fakt, ze cos mogloby moc nas rozdzielic... jednak czasem kazdy moze miec zly dzien i chciec pobyc sam... nam zdarzyl sie jeden taki moment... a gdyby nie mial miejsca, bylibysmy naprawde zwiazkiem idealnym... ciesze sie jednak, ze potrafimy ze soba rozmawiac, ze zadne z nas sie nie zamknelo... nie zaczelo klocic... po prostu usiedlismy i porozmawialismy... zadalismy sobie pytania i mysle szczerze na nie odpowiedzielismy... i znowu wrocilismy na dlugi i mam nadzieje ostateczny czas blogiego bycia razem...

fantastyczna strona Vincent'a Marcone
www.mypetskeleton.com
  • awatar Shont: chyba nie ma związków idealnych.. zawsze pojawią się jakieś problemy.. ważne, żeby je rozwiązywać. szczera rozmowa dużo daje :)
  • awatar Coobus: dojrzałaś, bardzo dojrzałaś przy nim, pamiętam Cię wcześniejszą. hartujesz się na zimnej północy, wśród tamtejszych chłodów odczułaś jak gorące i przygotowane do miłości masz serce
  • awatar W Granatowych Kąkola: Pojaśniało tu, wygląda to pięknie. A bycie taką kurą domową lączącą obowiązki w pracy jest bardzo miłe, ja to polubiłam :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

bluszcz
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

bluszcz
 


dzis czekam, ale tylko dzis i tylko zaledwie jeszcze pol godziny...
oczekiwanie tak dziwnie mnie z reguly nastraja... lekiem i niepewnoscia, ze juz mozemy sie nie spotkac... jednak, kiedy drzwi sie otwieraja znowu jestem rozpromieniona...
zawsze staralam sobie wyobrazic jak to bedzie, kiedy w koncu kogos poznam, jakie sa to emocje... czy faktycznie ludziom pisane jest sie spotkac? Nam chyba bylo... zadne z nas sie nie poddalo, choc tyle sie wydarzylo... i pomyslec ze zadecydowalo o tym jedno spotkanie... jeden wspolny dzien... i jestesmy razem prawie 9 miesiecy... moj wymarzony Norweg doczekal sie spelnienia...

katarzyna kozlowska